„…A Z MEJ KSIĄŻKI WYSZŁO SŁOŃCE”

WYWIAD Z AGATĄ ŁOŚ, POMYSŁODAWCZYNIĄ PROJEKTU „…A Z MEJ KSIĄŻKI WYSZŁO SŁOŃCE”

Celem projektu jest zachęcenie dzieci ze świetlic środowiskowych, które ze względów materialnych mają ograniczony dostęp do lektur, aby częściej sięgały po książki. Jednakże dzięki miejskim bibliotekom publicznym książki nie stanowią już dobra kulturalnego dostępnego jedynie dla zamożniejszych Polaków, w przeciwności do teatru…

Najważniejsze dla mnie jest wskazanie dzieciom ze świetlic środowiskowych czym są książki, po co się je czyta, jaką radość i przyjemność może sprawić czytanie. Samodzielne dotarcie dzieci do książek jest jakby późniejszym etapem „czytelniczej” podróży.  Dla człowieka, który pokocha czytanie, dotarcie do literatury z czasem przestaje stanowić problem. Wystarczy wskazać zainteresowanemu miejskie biblioteki w pobliżu miejsca zamieszkania, które dysponują często wspaniałym zbiorem do wypożyczenia. Mam wrażenie, że dzieciom pochodzącym nierzadko z rodzin z deficytem wychowawczym brakuje kogoś, kto wskazałby te możliwości, że żeby czytać, nie trzeba wcale pieniędzy. Przeprowadziłam jakiś czas temu krótką rozmowę z dziećmi z „podwórka” z osiedla Nadodrze. Na pytanie o czytanie książek prawie każdy z nich odpowiedział mi, że książki są za drogie, żeby je czytać. Żadne z nich nie wspomniało nawet o bibliotece szkolnej, czy osiedlowej. To jest dla mnie najbardziej zatrważające. Wydaje mi się, że wszędzie naokoło istnieje przekonanie, że w bibliotekach publicznych nic nie ma ciekawego, że najlepsze są książki w księgarniach, te najbardziej kolorowe i najczęściej reklamowane. Nie zgadzam się z tym i bardzo chciałabym to zmienić. Moja miłość do czytania rozkwitła od kiedy wstąpiłam po raz pierwszy do biblioteki na moim osiedlu.

Powołuje się Pani na wyniki badań, według których jedynie niewielki odsetek Polaków czyta książki. Osobiście odnoszę wrażenie, że największą popularnością wśród Polaków cieszą się publikacje typowo rozrywkowe, jak na przykład seria książek o Harrym Potterze, cykl romansów Danielle Steele czy horrory Stephena Kinga, które nie należą do najambitniejszych lektur. W związku z tym, czy Pani celem jest zachęcenie dzieci do czytania w ogóle, czy może zależy Pani na ukształtowaniu przyszłych czytelników Goethe’go, Szekspira lub Dostojewskiego? 

Szczerze mówiąc, zależy mi na tym, żeby dzieci zaczęły czytać w ogóle. Boję się, że jeśli na początku warsztatów zaproponowałabym im Dostojewskiego to na drugie spotkanie pewnie nikt by nie przyszedł. Nie, chciałabym zacząć od przyjemnych, lekkich, opowieści z morałem, które z czasem mogłyby nabierać coraz więcej ambitniejszej treści, zawiłości, skomplikowanych przekazów pobudzających czytelnika do rozmyślania, samodzielnego wyciągania wniosków. Z czytaniem jest jak z jazdą na rowerze, z początku patrzymy na świat z perspektywy trójkołowego rowerka z opiekunem u boku, z czasem tracimy boczne koła i zaczynamy jeździć własnymi drogami, często bez trzymanki. Szczególnie zależy mi na tym, żeby dzieci z ognisk wychowawczych czy świetlic środowiskowych, często zagrożonych powielaniem patologicznych zachowań występujących w ich otoczeniu, nie znajdujących wyjścia z bardzo trudnych sytuacji, poznały ten „legalny narkotyk”, jakim jest książka i magia zaklęta w słowie pisanym.

Choć zdecydowana mniejszość Polaków regularnie czyta książki dla przyjemności, to jednak nawet sto lat temu w Europie analfabetyzm był zjawiskiem powszechnym. Czy Pani zdaniem te niepokojące statystyki dotyczące stanu obecnego uległy pogorszeniu w stosunku do poprzednich lat?

Fakt, że coraz mniej ludzi czyta książki dla przyjemności z jednej strony jest naturalnym zjawiskiem w naszych czasach, w których dzieci mają wszystko podane na tacy – niezwykle wykonane bajki, gry, całodobowe nadawanie kreskówek na kilku stacjach telewizyjnych. Do tego należy dodać zagonionych rodziców, nie mających czasu dla swoich pociech, którzy wolą dziecku włączyć bajkę niż poczytać. Jeśli rodzice nie czują potrzeby czytania to nie ma możliwości, aby ich dzieci same sięgnęły po książkę. Dlatego wydaje mi się, że to jest czas na akcję, programy, zajęcia dla dzieci z książką w tle. Boję się, że wkrótce może być za późno. Mam dwójkę dzieci i widzę, jak ważne jest czytanie, które rozwija je na każdym poziome. Żadne bajki, audiobooki, gry nie zastąpią papierowej książki.

Co Pani sądzi o programie Dom Kultury +? 

Program Dom Kultury + stwarza możliwości dla osób mających „głowy pełne pomysłów”, a niekoniecznie będących w organizacjach pożytku publicznego, które mogą brać udział w konkursach przeznaczonych dla ów organizacji. Często jest tak, że osoby dysponujące wspaniałymi pomysłami nie radzą sobie w ogóle ze sprawami związanymi z koordynacją, rozliczaniem itp., nie wspominając już o braku funduszy. Program Dom Kultury + rozwiązuje ten problem poprzez stworzenie warunków sprzyjających realizacji pomysłów. Uważam, że to rewelacyjna forma pomocy dla ludzi ze świata kultury i sztuki, jak i dla obywateli chcących coś zrobić dla społeczeństwa, gdzie bez wsparcia z zewnątrz nie byłoby to możliwe.

Z Agatą Łoś rozmawiał Filip Mazurczak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s