„Kultura niewysoka”

WYWIAD Z ROBERTEM DUDZIŃSKIM, AUTOREM PROJEKTU “KULTURA NIEWYSOKA”

Niektóre osoby, które zajmują się „kulturą wysoką” patrzą z pogardą na zjawisko popkultury. Czy celem Pańskiego projektu jest w związku z tym walka z podobnymi poglądami?

Tak naprawdę wszyscy prelegenci, którzy będą brali udział w projekcie, to naukowcy, a co za tym idzie – nie interesuje nas tego typu wartościowanie. Przedmiot badań stanowi tu kultura, interesująca dlatego, że żyją nią masy. Jej wartościowanie czy patrzenie na nią z pogardą zostawiamy krytykom. 

Czy popkultura może stanowić rodzaj pomostu między przeciętnym odbiorcą a „kulturą wysoką”? Przypomina mi się postać Hannibala Lectera z filmu „Milczenie owiec” – mordercy, a zarazem erudyty, który odwołuje się do Marka Aureliusza czy zachwyca nad pięknem florenckiej bazyliki Santa Maria del Fiore. Czy Pana zdaniem obejrzenie komercyjnego filmu może zainteresować widza „prawdziwą sztuką”? 

Problem jest ciekawy, bowiem z pewnością popkultura ma wielką moc angażowania odbiorców, które to zaangażowanie wykracza poza sam moment seansu czy lektury. Henry Jenkins w głośnej pracy „Kultura konwergencji” przytacza przykład „Matriksa” jako dzieła naszpikowanego odniesieniami, nawiązaniami i cytatami do innych tekstów kultury. Wokół tej marki  – bowiem Matrix to nie tylko trzy filmy, ale i szereg produktów towarzyszących – powstała w swoim czasie cała społeczność zajmująca się tropieniem i odszukiwaniem kolejnych odniesień. Na pewno więc w tym przypadku można mówić o tym, że popkultura zachęciła odbiorców również do poszerzania swojej wiedzy, choć wiedza ta wcale nie była potrzebna w odbiorze filmu.

Czy Pana zdaniem popkultura oraz „kultura wysoka” mogą współistnieć i żyć ze sobą w symbiozie? W ścieżce dźwiękowej swojego filmu „Czas apokalipsy” – filmie niewątpliwie głębokim intelektualnie – Francis Ford Coppola wykorzystuje muzykę zarówno Wagnera, jak i zespołu rockowego The Doors.

Dziś podziały na kulturę „wysoką” i „niską” zostały bezpowrotnie zatarte, a próby myślenia takimi kategoriami są skazane na niepowodzenie. Z jednej strony popularnych gatunków używa się do opowiadania o żywotnych problemach społecznych, jak w kryminale skandynawskim. Z drugiej strony najbardziej nośne i znane motywy z kanonu literatury mieszane są z konwencjami wcześniej przynależnymi literaturze popularnej. „Czas apokalipsy” stanowi tu bardzo dobry przykład, bowiem jest to jedno z szeregu dzieł nawiązujących bezpośrednio do „Jądra ciemności” Josepha Conrada. Podobnie czyni bowiem opowiadanie science fiction „Serce mroku” Jacka Dukaja i gra komputerowa „Spec Ops: The Line”. Siatka odniesień i nawiązań jest już tak gęsta, że nawet nie można tu mówić o symbiozie, bowiem tak naprawdę mamy tu jeden, a nie dwa osobne organizmy kulturalne. Od dawna żyjemy już w kulturze, która nie respektuje granic między sztuką wysoką i niską, więc takie podziały są po prostu podziałami przestarzałymi.

Jeden z wykładów realizowanych w ramach projektu poświęcony został grom wideo jako formie popkultury. Czy gry wideo, które dla wielu są symbolem najtańszej rozrywki, mają Pana zdaniem rolę kulturotwórczą?

Wydaje mi się, że obiegowa definicja kultury niezbyt przystaje do tego, jak definiują ją naukowcy, stąd też wynikają rozmaite nieporozumienia i to też chcielibyśmy zmienić dzięki naszemu projektowi. „Kultura” w naszym rozumieniu to nie zbiór dzieł wybitnych, najlepszych, namaszczonych przez krytyków i nie święty kanon, który trzeba znać. Kultura to właściwie każdy przejaw uspołecznionej ludzkiej działalności, w tym także gry komputerowe. Gry komputerowe są zaś zjawiskiem masowym i powszechnym – już teraz docierają one do ogromnej rzeszy ludzi, a budżety niektórych projektów przekraczają budżety filmów. Można oczywiście udawać, że to się nie dzieje i poprzestać na stwierdzeniach o „najtańszej rozrywce”, ale fakty pozostają faktami. Jeśli chcemy dowiedzieć się czegoś o współczesnym społeczeństwie i współczesnej kulturze, to nie możemy zapomnieć o grach komputerowych. 

Zamiast dyskursu o popkulturze czy nie lepiej zainteresować ludzi „wysoką kulturą” w inny sposób, na przykład oswajając dzieci od pierwszych lat szkoły podstawowej z malarstwem czy muzyką poważną? 

Jedno nie powinno wykluczać drugiego. Oczywiście szkoła może udawać, że istnieje tylko muzyka poważna, ale to nie zmieni faktu, że na co dzień dzieci już nawet nie tyle obcują z kulturą popularną, co wręcz nią i w niej żyją. Jeżeli zostawimy je z nią same, to one być może nigdy nie nauczą się w niej sprawnie poruszać i korzystać z niej w sposób świadomy. Osobiście wolałbym żyć w społeczeństwie świadomych odbiorców popkultury, którzy znają jej historię i rządzące nią mechanizmy oraz potrafią o niej rozmawiać.

A co Pan sądzi  na temat programu Dom Kultury +?

Program jest niewątpliwie ciekawą inicjatywą, bowiem pozwala na zrealizowanie projektów, które wcześniej być może nigdy nie doszłyby do skutku. To dobrze, że instytucje kultury tak szeroko otwierają się na obywateli. Czytając projekty, które zostały zakwalifikowane do programu we Wrocławiu, widzę, że przyniosło to słuszne efekty.

Z Robertem Dudzińskim rozmawiał Filip Mazurczak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s